Geoblog.pl    PatkaGreg    Podróże    Bułgaria 2011    Taplanie w Termach
Zwiń mapę
2011
17
lip

Taplanie w Termach

 
Węgry
Węgry, Miskolc Tapolca
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 6226 km
 
Podróż przez Bułgarie i Serbie, jak już wspominaliśmy minęła bez większych problemów. Jedynym był wszechobecnie panujący upał. Nie możemy nie wspomnieć o sytuacji na granicy. Zarówno na bułgarsko-serbskiej, jak i serbsko-węgierskiej, nie staliśmy dłużej niż 40 minut. Natomiast to co zobaczyliśmy na granicy węgiersko-serbskiej (przejazd z Węgier do Serbii) wprawiło nas w osłupienie. Sami przekraczaliśmy tą granicy tydzień wcześniej i po około 45 minutach jechaliśmy dalej. W dniu wczorajszym napotkaliśmy na gigantyczny korek złożony z kilkuset pojazdów. Dobrze, że na urlop nie wybraliśmy się tydzień później.
Noc spędziliśmy w samochodzie na stacji benzynowej, około 40 km przed Budapesztem. O dziwo udało nam się nawet pospać. Bladym świtem ruszyliśmy w dalszą drogę i około 8 dotarliśmy do Egeru, gdzie mogliśmy zaobserwować budzące się do życia miasteczko. Będąc jednymi z pierwszych zwiedzających, mieliśmy okazje podziwiać puste, ale niezwykle urokliwe uliczki, historyczny minaret, a także doskonale zachowane ruiny zamku, z których rozpościerał się widok na całe miasto. Po wypiciu porannej kawy i posileniu się typowo węgierskimi „kołaczami” z cukrem udaliśmy się w dalszą drogę do Miszkolca, gdzie w dzielnicy Tapolca zaplanowany mieliśmy dzień relaksu, a także nocleg.
Po przyjeździe na kwaterę zapoznaliśmy się z okolicą oraz posmakowaliśmy węgierskiego Borosodi, które jednak nie dorównuje bułgarskiej Zagorce. W okolicach 14 udaliśmy się na baseny termalne, gdzie przez ponad 2 godziny zażywaliśmy kąpieli w różnego rodzaju basenach, grotach wodnych, jaskiniach. Język polski, był zdecydowanie dominującym, co nie zawsze miało oddźwięk pozytywny. Dowodem na to była śmieszna sytuacja w jacuzzi. Przyciągnięci możliwością skorzystania z wodnego masażu zajęliśmy jedne kilku miejsc przy dyszach w jacuzzi. Na uruchomienie bąbelków czekaliśmy około 40 minut. W tym czasie mogliśmy się przyglądnąć różnego rodzaju zachowaniom i rozmowom naszych rodaków. Najbardziej w pamięci utkwiły nam 3 panie w foliowych czepkach na głowie, które wcisnęły się pomiędzy innych oczekujących na bąbelki, po czym zdegustowane tym, że nikt nie chce ustąpić im miejsca opuściły „wywalczone” przez siebie miejsca siedzące. Nie do końca zdawały sobie sprawę, że jeszcze nikt z nas nie doświadczył dobrodziejstwa jacuzzi… Tutaj wyszło typowe polskie malkontenctwo i „potrzeba” ponarzekania na innych. Mimo dość długiego oczekiwania na jacuzzi, łaźnie miskolckie nam się bardzo podobały, a bicze wodne solidnie wymasowały strudzone wędrówkami górskimi mięśnie.
Wymoczeni, zrelaksowani, a przede wszystkim głodni udaliśmy się na posiłek. Niestety kuchnia węgierska do najlżejszych nie należy, o czym się dobitnie przekonaliśmy. Zupa gulaszowa oraz langos były smakowite, tylko porcje zbyt obfite ;p
Jeszcze mały spacerek po okolicznym parku i wróciliśmy do pensjonatu.
Jutro planujemy już zjechać bezpośrednio do Krakowa i wreszcie odpocząć po urlopie ;)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (5)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
DB
DB - 2011-07-19 16:07
a ten minaret to dziwnie znajomy jest ... ;)
 
PatkaGreg
PatkaGreg - 2011-07-19 17:06
Niestety nie mielismy kauczukowej pileczki ;p
 
 
zwiedzili 2% świata (4 państwa)
Zasoby: 11 wpisów11 20 komentarzy20 77 zdjęć77 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże
08.07.2011 - 18.07.2011